Na tej wędlinie wychowały się pokolenia Francuzów. Na samą myśl, z czego jest zrobiona cierpnie skóra
We Francji to klasyk z delikatesów i bistro, u nas najczęściej wywołuje dwa odruchy naraz: ciekawość i lekkie "o kurczę…". Fromage de tête wygląda niewinnie w plasterkach, ale kiedy ktoś zdradzi, z czego to jest, część osób nagle odkłada bagietkę, jakby parzyła.
Francuzi od pokoleń mają słabość do wyrobów, które są proste, oszczędne i zrobione "na zero waste", zanim to stało się modne. Fromage de tête jest dokładnie z tej szkoły: tradycyjny, chłopski w rodowodzie, a dziś normalnie sprzedawany w masarniach i supermarketach. To jest produkt, który jednych obrzydza samą nazwą, a inni uważają za idealną przekąskę do musztardy.
Schabowy na bogato, z szynką i serem. Idealny pomysł na niedzielny obiad
Skąd ta dziwna nazwa?
Nazwa dosłownie znaczy "ser z głowy", tylko że z serem nie ma tu nic wspólnego. To francuska wersja salcesonu, przygotowywana tak, jak kiedyś robiono podobne wyroby w całej Europie: z części, których nie wyrzucało się po uboju. Chodzi o mięso, skórę i tkanki bogate w kolagen, które po długim gotowaniu naturalnie puszczają żelatynę. Potem całość się formuje, dociska i studzi, dzięki czemu powstaje zwarty blok, który kroi się w plastry.
Różnice regionalne są normalne. Jedni wolą strukturę bardziej "mięsną" z wyraźnymi kawałkami, inni drobniej siekaną. Przyprawy też potrafią się zmieniać, ale ogólny kierunek jest podobny: ma być aromatycznie.
Jak smakuje fromage de tête?
Jeśli ktoś spodziewa się ciężkiej, czosnkowej bomby, często jest zaskoczony. Fromage de tête bywa łagodniejsze i bardziej zbalansowane niż typowy polski salceson. Konsystencja to połączenie mięsa i galaretowatej, sprężystej części, która trzyma wszystko razem. W ustach daje wrażenie "mięsnej galarety", ale z fajną, jędrną strukturą.
To jest też produkt, który świetnie smakuje z dodatkiem jakiegoś sosu, bo sam w sobie jest dość neutralny. Dlatego Francuzi tak często podają go z czymś ostrzejszym, co podbija smak i przełamuje tłustość.
Jak się to je we Francji?
Najczęściej dostajesz cienkie, dobrze schłodzone plastry. Klasyka to musztarda i świeża bagietka, bo musztarda robi tu całą robotę smakową, a pieczywo daje chrupkość i kontrast do galaretki. W domowym podaniu dobrze działa też coś kwaśnego, na przykład ogórki konserwowe albo marynowana cebula, bo kwas odświeża i sprawia, że całość nie wydaje się ciężka.
Ważna jest grubość krojenia. Zbyt gruby plaster potrafi zmęczyć, a zbyt cienki będzie się rwać. W praktyce najlepiej celować w cienkie, równe plastry, takie, które da się zjeść na dwa kęsy, a nie walczyć z nimi nożem.