Złośliwi mówią, że każdy ma wśród swoich znajomych osobę, która przypaliłaby nawet gotującą się w garnku wodę. I okej — nie mówimy wcale, że nie. Ale czy ta zasada dotyczy również parówek? Według Piotra Ogińskiego, byłego uczestnika "Top Chef" i "Hell's Kitchen", który aktualnie zajmuje się m.in. tworzeniem treści do mediów społecznościowych, kwestia gotowania tych małych kiełbasek o niespecjalnie dobrej reputacji powinna być wyjaśniona.
Dalsza część artykułu pod materiałem wideo
WIDEOCzekoladowa rolada z owocami smakuje obłędnie. Nie tylko dzieci będą zachwycone
Jak gotować parówki?
Zacznijmy od tego, że według Piotra Ogińskiego (ale nie tylko jego) już w samym zawartym powyżej pytaniu znajduje się pewien istotny błąd. Otóż parówek nie gotuje się... w ogóle! I nie jest to jedynie kwestia tego, że pękną i będą źle wyglądać. Długotrwała obróbka termiczna zawartych w parówkach soli powoduje bowiem, że zmieniają się one w nitrozoaminy — rakotwórcze związki chemiczne, które znajdują się również w przetworzonych i peklowanych mięsach.
Jak w takim razie przyrządzać parówki? Piotr Ogiński sporządził w tej sprawie bardzo dokładną instrukcję. A więc tak: według kucharza najpierw należy zagotować wodę do 75 stopni Celsjusza. Następnie trzeba wrzucić do niej parówki i wyłączyć palnik. Teraz czekamy, aż temperatura wody spadnie do 68 stopni — po tym czasie możemy wyjąć gotowe kiełbaski.
Parówki na śniadanie?
W opublikowanym na TikToku nagraniu Piotr Ogiński przypomniał swoim sympatykom, by kupowali tylko parówki dobrej jakości. Co to tak naprawdę znaczy? Ni mniej, ni więcej, tylko dokładne czytanie etykiet. W składzie parówek nie powinny znajdować się "atrakcje" takie jak azotyn sodu (substancja konserwująca oznaczana skrótem E250, o której wpływie na zdrowie możesz przeczytać tutaj) i MOM, czyli mięso oddzielone mechanicznie, które nie spełnia de facto znamion bycia... mięsem.
Dobrej jakości parówki, czyli takie o krótkim składzie i dużej, ponad 95 proc. zawartości mięsa, mogą stać się całkiem niezłym śniadaniem (pod warunkiem, że nie są podawane same lub tylko z ketchupem i jasnym pieczywem). To właściwie forma testu dla kucharza — podanie parówek tak, żeby były smaczne i sycące. Kto ma jakiś pomysł?