Po wojnie Polacy zapomnieli o tym warzywie. Doskonale smakuje z masłem i nie powoduje gwałtownych skoków cukru
Nie jest w stanie zaoferować natychmiastowej satysfakcji z jedzenia, ale za to ma wiele innych zalet. Salsefia funkcjonuje inaczej niż marchew, pietruszka czy pasternak, ponieważ jej moc zaczyna się dopiero tam, gdzie inne korzenie kończą swoje działanie.
Salsefia praktycznie zniknęła z codziennej kuchni, choć przez lata była bardzo popularnym warzywem stołowym. Nie ma intensywnego koloru ani wyrazistego smaku, więc łatwo nie zwrócić na nią uwagi wśród ciekawszych produktów. To jednak nie wygląd decyduje o jej mocy. Salsefia zachowuje się w organizmie inaczej niż większość warzyw korzeniowych, ponieważ jej główny składnik nie działa jak typowy błonnik ani jak zwykłe węglowodany. Po posiłku nie daje natychmiastowego uczucia pełnego żołądka ani mocnego impulsu trawiennego. Organizm reaguje na nią bardzo przyjaźnie. Właśnie ta spokojna, rozłożona w czasie reakcja powoduje, że salsefia nie wpisuje się w proste schematy. Uchylmy więc rąbka tajemnicy o jej niecodziennym działaniu.
Przepis na szandorki krok po kroku. Szybki pomysł na postny obiad
Czym właściwie jest salsefia i dlaczego tak nagle zniknęła
Salsefia, w Polsce znana bardziej pod nazwą kozibród, była warzywem użytkowym uprawianym od XVIII wieku. Pojawiała się w dawnych poradnikach ogrodniczych oraz w kuchni dworskiej, mieszczańskiej i klasztornej. Jest to warzywo sezonowe z delikatnym smakiem, wykorzystywane głównie w daniach gotowanych oraz do zagęszczania zup. Nie była rarytasem ani luksusem, lecz produktem wymagającym czasu i cierpliwości, zarówno w uprawie, jak i w kuchni. Utrata jej popularności w Polsce wiązała się z upowszechnieniem ziemniaka i marchwi, czyli warzyw, które były łatwiejsze do przechowywania, szybsze w obróbce i bardziej sycące. Po II wojnie światowej kozibród coraz rzadziej pojawiał się na stołach, ponieważ zdominowały go warzywa, które lepiej wpisywały się w prostą, niewymagającą kuchnię powojenną.
Skład, który nie zachowuje się jak w typowych warzywach
Korzeń salsefii wyróżnia się tym, że większość jego węglowodanów to nie skrobia ani cukier. Zawiera umiarkowane ilości potasu, fosforu oraz magnezu, czyli składników potrzebnych dla pracy mięśni, układu nerwowego i gospodarki wodnej organizmu. Dominuje w nim inulina, czyli rozpuszczalny polisacharyd, który nie jest trawiony w jelicie cienkim. Salsefia wprowadza również niewielkie ilości witaminy C oraz witamin z grupy B, głównie B6, które są niezbędne do przemian energetycznych i pracy układu nerwowego.
Co ważne, salsefia nie zachowuje się jak klasyczne warzywo korzeniowe, które szybko doładowuje energią. Inulina omija wczesne etapy trawienia, więc powoduje to inne tempo pracy jelit oraz sposób odczuwania posiłku. W salsefii jest niewiele białka i tłuszczu, a po ugotowaniu jej korzeń staje się miękki i gładki, bez twardych, ciągnących się włókien. Przez to wszystko jej wpływ na organizm jest trudniejszy do przewidzenia i mocno zależny od ilości oraz całego posiłku.
Co dokładnie dzieje się w jelitach po salsefii
Część składników znajdujących się w salsefii omija "zwinnie" górny odcinek przewodu pokarmowego i zaczyna działać dopiero w jelicie grubym. Tam inulina, czyli ten "zwinny" składnik, staje się pożywką dla bakterii jelitowych, które wykorzystują ją w procesach fermentacji. Ten etap przebiega wolniej niż trawienie skrobi, dlatego reakcja organizmu nie jest taka szybka. W wielu przypadkach przekłada się to na spokojniejszą pracę jelit oraz inne odczucie sytości, a dokładniej bardziej stabilne i mniej gwałtowne. W trakcie fermentacji powstają krótkołańcuchowe kwasy tłuszczowe, które są nieocenione w regulacji pracy jelita grubego. Trzeba jednak zaznaczyć, że u osób wrażliwych jelitowo ten sam proces może wiązać się z uczuciem pełności albo wzdęciami. Wszystko zależy od ilości salsefii oraz tego, z czym została zjedzona.
Dlaczego salsefia nie zawsze jest dobrym wyborem
Salsefia nie jest warzywem odpowiednim dla każdego, ponieważ jej główny składnik działa inaczej niż błonnik obecny w większości warzyw. Inulina w wielu przypadkach może być trudniej tolerowana, a bardziej przy wrażliwych jelitach albo przy skłonności do wzdęć. W takich sytuacjach po posiłku może pojawić się uczucie rozpierania, nadmiar gazów albo dyskomfort, który nie występuje po marchewce lub pietruszce. Liczy się też ilość, ponieważ większa porcja nasila reakcję fermentacyjną w jelicie grubym. Ważny jest także moment spożycia, ponieważ zjedzona wieczorem albo na główny składnik posiłku może być odczuwana ciężej niż w formie niewielkiego dodatku do lekkiego dania. Dlatego salsefia wymaga ostrożności, ponieważ nie zawsze odnajduje się w codziennym jadłospisie.
Salsefia pod obróbką
Sposób przygotowania salsefii ma ogromny wpływ na to, jak jest odbierana przez organizm. Surowy korzeń zawiera więcej związków drażniących i może być trudny do strawienia, dlatego rzadko jest jadany w tej formie. Gotowanie w wodzie lub na parze zmienia już strukturę i obniża intensywność fermentacji jelitowej, ponieważ część inuliny staje się łatwiejsza do strawienia. Długie gotowanie prowadzi też do częściowego wypłukiwania składników mineralnych, ale równocześnie łagodzi reakcje jelitowe, więc w tym przypadku jest coś za coś. Pieczenie albo duszenie w niewielkiej ilości tłuszczu daje bardziej wyczuwalny smak i zwiększa też sytość posiłku, lecz już takie formy mogą nasilać uczucie ciężkości u wrażliwych osób. Forma podania nie decyduje więc tylko o smaku, lecz także o tym, jak organizm zareaguje po jedzeniu.
Dlaczego niezbyt pasuje do współczesnych sposobów żywienia
Salsefia słabo wpisuje się we współczesne sposoby żywienia, ponieważ nie daje szybkich i jednoznacznych odczuć po posiłku, ani jeszcze w jego trakcie. Nie działa jak lekkie warzywa, które zapewniają ulgę trawienną, ani jak sycące dodatki skrobiowe, po których łatwo doładować energię. Jej wpływ ujawnia się stopniowo i nie zawsze jest łatwy do zauważenia. Tak naprawdę wymaga spokojnego tempa jedzenia oraz prostego składu posiłku, co koliduje z dietami opartymi na szybkich kombinacjach i intensywnych smakach. Dodatkowo salsefia nie pasuje do uproszczonych schematów żywieniowych, które dzielą produkty na jednoznacznie lekkie albo solidnie sycące. Przez tę niejednoznaczność jest pomijana, mimo że w określonych sytuacjach może być naprawdę świetnym wyborem.
Kiedy jej obecność w diecie ma swoje uzasadnienie
Salsefia ma sens wtedy, gdy trafia do prostych posiłków, a nie do dań przeładowanych składnikami. Najlepiej odnajduje się na dodatek, a nie główny składnik, tym bardziej u osób, które obserwują u siebie spokojniejszą pracę jelit przy umiarkowanych porcjach warzyw fermentujących w jelicie grubym. Najczęściej jada się ją gotowaną w wodzie lub na parze, duszoną albo pieczoną, zwykle w formie plasterków, kawałków albo gładkiego purée. W takiej postaci jest łączona z prostymi składnikami, na przykład z masłem, oliwą lub delikatnym sosem, bez rozbudowanych przypraw. Może być zasadna w jadłospisach, które skupiają się na łagodnym przebiegu trawienia i delikatnych odczuciach po jedzeniu. Małe porcje i przerwy między nimi dają znacznie lepszy obraz reakcji organizmu niż nagła codzienna obecność na talerzu w dużych ilościach.
Salsefia nie jest warzywem uniwersalnym ani łatwym do sklasyfikowania. Jej obecność w diecie jest uzasadniona tylko wtedy, gdy bierze się pod uwagę formę, ilość oraz reakcję własnego organizmu. Nie daje szybkich efektów ani silnych odczuć, ale właśnie dlatego może być interesującym uzupełnieniem prostych posiłków. To przykład produktu, którego wartość nie wynika z mody ani obietnic, tylko z konkretnego zastosowania i rozsądnego podejścia do jedzenia.