To dania dosłownie z niczego. W czasach PRL-u ratowały każdy obiad
Kilka kromek czerstwego chleba, jajko, mleko, ziemniaki albo garść ryżu potrafiły wystarczyć, żeby nakarmić całą rodzinę. W czasach PRL-u gotowanie często polegało nie na wyborze, ale na kombinowaniu z tego, co akurat było w domu.
Budżetowe dania z PRL-u nie zawsze powstawały z sentymentu do prostoty. Często były odpowiedzią na puste półki, kartki i konieczność oszczędzania. Dziś wracają jako smak dzieciństwa, ale kiedyś pełniły bardzo konkretną funkcję: miały być tanie, sycące i możliwe do przygotowania z kilku podstawowych składników.
WIDEOChleb w jajku z czasów PRL w wersji premium. Znika z talerzy w mgnieniu oka
Te budżetowe dania ratowały obiad w PRL-u
Chleb w jajku
To jedno z najprostszych dań, które pozwalało wykorzystać czerstwe pieczywo. Kromki moczono w roztrzepanym jajku, czasem z dodatkiem mleka, a następnie smażono na patelni. Podawano je na słono albo na słodko z cukrem. Chleb w jajku był tani, szybki i sycący. Sprawdzał się jako śniadanie, kolacja, a gdy brakowało innych produktów, także jako pełnoprawny obiad.
Nadrobienie
Nadrobienie to dziś mniej znana potrawa, ale w wielu domach pełniła rolę obiadowego ratunku. Przygotowywano je zwykle z ziemniaków, mąki i prostych dodatków, zależnie od regionu oraz tego, co akurat było pod ręką.Takie dania najlepiej pokazują logikę kuchni PRL-u: nie musiało być drogo ani efektownie, ważne, żeby było sycąco i żeby nic się nie zmarnowało.
Ryż z jabłkami
Gotowany ryż przekładano startymi lub prażonymi jabłkami, doprawiano cynamonem i zapiekano albo podawano prosto z garnka. Był łagodny, tani i lubiany przez dzieci, dlatego często pojawiał się w domach i szkolnych stołówkach.
Makaron z serem
Makaron z białym serem był kolejnym sposobem na szybki, tani posiłek. W wersji na słodko dodawano cukier, czasem śmietanę. W wersji wytrawnej wystarczał twaróg, sól i odrobina tłuszczu.
Zupa nic
Zupa nic powstawała z mleka, jajek i cukru. Z białek ubijano pianę, formowano lekkie kluseczki i gotowano je w mleku. Całość była delikatna, słodka i bardzo tania.
Tak wyglądała deserowa kuchnia PRL-u
Kogel-mogel
Kogel-mogel robiło się z żółtka utartego z cukrem. Był szybki, słodki i nie wymagał pieczenia. W czasach, gdy słodycze nie zawsze były dostępne, taki deser potrafił zastąpić ciastko czy czekoladę. Dziś do surowych jajek podchodzi się ostrożniej ze względu na ryzyko salmonelli, ale sam kogel-mogel dla wielu osób nadal pozostaje jednym z najbardziej charakterystycznych smaków dzieciństwa.
Chleb ze śmietaną i cukrem
To deser, przekąska i awaryjna kolacja w jednym. Kromkę chleba smarowano śmietaną i posypywano cukrem. Czasem dodawano owoce, jeśli akurat były dostępne. Danie było proste do granic możliwości, ale dla wielu dzieci stanowiło prawdziwy przysmak. Pokazywało też, że w PRL-u słodki smak często uzyskiwano najprostszymi sposobami.
Blok czekoladowy
Blok czekoladowy był jednym z najbardziej kultowych deserów PRL-u. Robiono go z mleka w proszku, kakao, masła, cukru i pokruszonych herbatników. Po schłodzeniu krojono go w grube plastry. Miał zastępować czekoladę, która nie zawsze była łatwo dostępna. Był ciężki, słodki i bardzo sycący.
Jak w PRL-u wykorzystywano produkty do końca?
Kuchnia PRL-u opierała się na zasadzie, że nic nie może się zmarnować. Czerstwy chleb trafiał do jajka, bułki tartej albo zapiekanek. Ziemniaki z poprzedniego dnia przerabiano na kopytka, kluski, placki albo farsz. Resztki makaronu można było odsmażyć z jajkiem lub serem.
Popularne było też "przedłużanie" potraw. Do zup dodawano więcej ziemniaków, kaszy albo makaronu, żeby starczyły dla całej rodziny. Mięso, jeśli już się pojawiało, często było dodatkiem, a nie podstawą obiadu.