Septemvri Hut to przytulne schronisko górskie położone w paśmie górskim Witosza w Bułgarii. Stanowi ono świetną bazę wypadową i miejsce odpoczynku dla osób planujących wycieczki w tamtych rejonach. Proste dojście pieszo i możliwość dojazdu drogą asfaltową od strony Zlatni Mostove sprawiają, że w weekendy roi się tutaj od rodzin z dziećmi, grup znajomych i spacerowiczów. Można tutaj przenocować lub nawet wynająć salę do pracy zdalnej. Architektura budynku jest typowo surowa, górska, dopasowana do otoczenia. Chociaż w środku przygotowano zaplecze dla turystów, to w pogodne dni całe życie i tak toczy się wokół wystawionych na zewnątrz ław.
Większość trafia tutaj jednak nie na nocleg, a na obiad. Przed okienkiem formuje się długa kolejka, więc w weekendy przyda się tutaj dawka cierpliwości. Jednak szybko się okazuje, że zdecydowanie warto czekać.
To trzeba zjeść w Gorzowie! Kultowy hot dog i bułka z pieczarkami z budki
Menu w Septemvri Hut
Ceny w menu podane są w dwóch walutach. Od stycznia 2026 w Bułgarii obowiązuje euro, ale w sklepach, restauracjach i hotelach ceny są nadal podawane w lewach (BGN) ze względu na ustawowy obowiązek podwójnego wyświetlania cen, który obowiązuje w Bułgarii aż do 8 sierpnia 2026 r. Dla wielu turystów z Polski tutejsze paragony mogą być jednak zaskoczeniem. Mit o ultrataniej Bułgarii, w której za parę groszy można najeść się do syta, odchodzi w przeszłość. Przyjęcie europejskiej waluty i ogólna sytuacja gospodarcza sprawiły, że ceny w tutejszej gastronomii mocno zbliżyły się do standardów, które znamy z wyjazdów na zachód Europy. Na niskie koszty nie ma co liczyć – nawet na górskim szlaku.
Menu opiera się na tradycyjnych daniach. Zamówić tam można oczywiście chłodnik tarator, szpinakową zupę z grzybami, zupę fasolową lub z kurczaka. Ceny to między 4 a 4,5 euro za porcję. Do tego nie może zabraknąć szopskiej sałatki (7 euro), pieczonych papryk (6,50 euro) i domowych frytek (5 euro), które zamówić można z dodatkiem sera sirene.
Sercem tego miejsca jest jednak grill. To właśnie zapach pieczonego mięsa łaskocze nozdrza i pobudza burczenie w brzuchu. Są kiełbasy, karkówka, piersi i uda z kurczaka. Ceny to między 8,50 a 10 euro. Do tego dobrać można pastę paprykową (2 euro), pieczywo (0,30 euro) czy ostrą papryczkę (0,50 euro). Desery kosztują między 4 a 5 euro. Dostać tutaj można m.in. jabłkową tartę, czekoladowy tort czy ciasto z chia.
Obiad w bułgarskim schronisku
Zanim złożę swoje zamówienie, zerkam na tace osób, które już swoje odebrały. Podpatruję, zapisuję i zamawiam frytki z serem sirene, szopską sałatkę oraz dwa kotleciki z grilla. Zamówienia trzeba nasłuchiwać, ale wszystko idzie całkiem sprawnie.
Przede mną pojawia się taca z moim zamówieniem. Trzeba przyznać, że jedzenie jest naprawdę dobrze przygotowane. Kotleciki są soczyste, odpowiednio doprawione, miękkie i tak smaczne, że można zajadać je bez żadnych dodatków. Frytki z serem sirene smakują tak dobrze, że szukam od razu w głowie wspomnienia, gdzie jadłam podobne. I znalazłam – w moim rodzinnym domu, gdy tata wyciągał garnek i smażył własnoręcznie pokrojone ziemniaki. Sałatka szopska w Bułgarii to klasyk, a ich pomidory czarują mięsistością. Całość broni się smakiem – kuchnia bałkańska opiera się na prostocie i grillu, co trafia w polskie gusta.
Za taki zestaw zapłacić trzeba ok. 17 euro, czyli ok. 75 zł. W przeliczeniu na złotówki to niemało. Na wakacjach rzadko kiedy przelicza się wydatki 1:1, jednak przed wyjazdem w te rejony warto zrewidować swoje oczekiwania i przygotować się na większe wydatki.
Desery to bomba słodkości
Deserami postanowiliśmy się podzielić, bo po obfitym obiedzie zjedzenie całej porcji byłoby sporym wyzwaniem. Na stole pojawia się ciasto biszkoptowe, bardzo słodkie, sernik z figowym syropem oraz dwie tajemniczo wyglądające kulki. Skrywają w sobie dużo jabłek i kremowy ser, przypominający połączenie twarogu i labnehu. Warstwowe ciasto jest trochę za słodkie, chociaż dla miłośników mocnych słodkości może być w sam raz. Sernik jak sernik, ale to te dwie niepozorne kulki z jabłkami skradają moje serce.
Czy warto było iść w góry dla jednego obiadu? Z pełną odpowiedzialnością mówię: tak. Bułgarska kuchnia schroniskowa kompletnie odczarowuje polskie myślenie o turystycznym menu. Nie ma tu miejsca na odgrzewane w mikrofali gotowce, mrożone zapiekanki czy przesolone zupy z proszku, które tak dobrze znamy z niektórych kurortów. W Septemvri Hut jedzenie jest świeże, pachnące dymem z prawdziwego grilla i bazujące na lokalnych, dobrych jakościowo produktach, takich jak słonawe sirene czy dojrzałe pomidory.
Chociaż końcowy rachunek na poziomie 75 złotych za obiad dla jednej osoby w schronisku może początkowo wywołać lekkie uniesienie brwi u polskiego turysty, to pamiętajmy, gdzie się znajdujemy. Bułgaria przestała być kierunkiem budżetowym, a nowa rzeczywistość walutowa przekłada się na wyższe ceny w menu. Jeśli jednak zaakceptujemy fakt, że za obiad w górach trzeba zapłacić tyle samo co w Polsce czy Europie Zachodniej, w zamian otrzymamy uczciwy, tradycyjny posiłek, który z pewnością umili odpoczynek na szlaku.
Niezależna opinia redakcji. Materiał powstał podczas wyjazdu organizowanego przez Visit Sofia.