Książulo przetestował dania od Makłowicza. Nie gryzł się w język
Gotowe dania sygnowane nazwiskiem Roberta Makłowicza wzbudzają ciekawość klientów. Książulo postanowił sprawdzić, czy znane nazwisko idzie w parze z jakością. Razem z Bartkiem Dziadurą ocenili całkiem sporą ilość potraw dostępnych w marketach i dyskontach. Do których smaków będzie chciał wracać?
Książulo i Bartek Dziadura zrobili duże zakupy w Auchan, Kauflandzie i Biedronce, aby sprawdzić gotowe dania do samodzielnego odgrzania od Roberta Makłowicza. Na stole pojawiły się włoskie makarony – carbonara i tagliatelle z pulpecikami, azjatyckie dania z ryżem i kurczakiem, polskie gołąbki, pizza w czterech smakach i naleśniki w dwóch wersjach – wytrawne i na słodko z twarogiem i jabłkiem. Materiał jest długi, więc streściliśmy dla was najważniejsze wątki.
Pinsa w wydaniu premium z prosciutto, pistacjami i burratą. Pizza pójdzie w odstawkę
Książulo ocenia carbonarę od Makłowicza
Na pierwszy ogień poszła carbonara. Chociaż sam makaron zebrał pochwały za konsystencję, smak dania mocno rozczarował influencera.
– Tutaj mamy do czynienia z carbonarą, nazwałbym ją polską. W smaku jałowa się wydaje. Spoko jest ten makaron, jest dosyć sprężysty, nie jest w ogóle rozgotowany jak na makaron, który leży w sosie i czeka nie wiadomo ile na klienta. Problem jest ze smakiem, bo jest go tutaj mało – ocenił Książulo.
Po chwili dodał:
– Ale czego oczekiwać od gotowca za te 13-15 złotych? Do zapchania kichy i chyba tyle – mówi wprost.
Książulo zwrócił uwagę na to, że fani Roberta Makłowicza mogą oczekiwać po takiej linii produktów czegoś więcej, ponieważ dla wielu osób pozostaje on autorytetem kulinarnym.
Jak smakowało tagliatelle z klopsikami?
Znacznie lepiej wypadło tagliatelle w sosie pomidorowym z pieczonymi klopsikami. Książulo chwalił zarówno makaron, jak i same klopsiki z dodatkiem cielęciny.
– Zdarzało nam się, i to w knajpach włoskich, zjeść gorszy makaron, nie mówiąc o tym, że był trzy razy droższy – stwierdził Bartek Dziadura, który często pojawia się w materiałach Książula.
Zarówno w carbonarze, jak i w tagliatelle, mocnym punktem okazał się sam makaron. Książulo zauważył, że pozostał sprężysty i elastyczny, mimo że mamy do czynienia z gotowym daniem przeznaczonym do odgrzania. W przypadku tagliatelle pozytywnie ocenił także proporcje sosu oraz smak klopsików, dzięki czemu był to jeden z nielicznych produktów z całej serii, który zebrał wyraźnie więcej pochwał niż krytycznych uwag.
Gołąbki od Makłowicza w dwóch wariantach
Mniej entuzjazmu wzbudziły gołąbki, za którymi Książula po prostu nie przepada. Wersję w sosie pomidorowym podsumował słowami:
– Oprócz tych ziarenek ryżu jakaś taka papa. Słodki i rzadki sos pomidorowy. Nie jest to złe. Wyraźnie czuć kapuchę (…) Środek jest bardzo, bardzo miękki – ocenił Książulo.
Jeszcze gorzej ocenił wariant pieczarkowy.
– Tutaj trochę pieczarkowa woda z takim chemicznym posmakiem grzyba i w ogóle nie pasuje mi sos pieczarkowy do gołąbków. Jeśli już miałbym coś wybrać, to te w sosie pomidorowym i do tego ziemniaczki, chociaż ogólnie jestem hejterem gołąbków – stwierdził szczerze.
Tymczasem Bartek Dziadura skojarzył smak gołąbków w sosie pomidorowym z wakacyjną klasyką:
– To smakuje jeden do jednego jak gołąbki ze słoika z wakacji na Mazurach pod namiotem – powiedział.
Ale po chwili dodał, że jeśli miałby wybierać i te w słoiku byłoby tańsze, to nie dopłacałby za nazwisko Makłowicza na etykiecie.
Azjatyckie dania z ryżem pozostawiły niesmak
Spore zastrzeżenia pojawiły się także przy kurczaku z ryżem basmati po koreańsku.
– Jest tu prawie 40 g cukru, tego kurczaka jest bardzo mało. Głównie jemy ryż oblepiony słodkim sosem i właściwie tyle. Kurczak jest w porządku, jest miękki, tylko że go tu nie ma praktycznie (…) Wolałbym zapłacić 2, 3, nawet 4 złote więcej, ale żeby tego kurczaka tu trochę było – ocenił Książulo.
Podobnie słodki okazał również kurczak teriyaki z tej samej serii, i podobnie mało było w nim kurczaka. Większość to ryż i słodko-kwaśny sos, z dużą przewagą słodkiego smaku.
Włoska pizza za 17,99
Chyba największe emocje wywołała pizza, która na stole u Książula pojawiła się w czterech wariantach: diavola (z pikantnym salami), quattro fromaggi, z szynką i supermargheritta. W wersji z salami recenzent zauważył nierównomiernie rozłożone dodatki i utlenione plastry wędliny.
– Wygląda biednie. Są miejsca, gdzie tego sera jest malutko. W porządku jest to salami. Akurat nie wziąłem tego kawałka, który jest siny. Ser jest ok, jest go mało, ale jeśli na niego trafimy to jest fajny, jest przyjemny i mleczny, tylko wziąłem dwa gryzy i zostało mi coś takiego – mówił, pokazując do kamery gruby rant ciasta.
Nie oszczędził także innych wariantów.
– Największym minusem tej pizzy jest to, że w ogóle nie czuć na niej sosu. Wychwalane są jakieś włoskie pomidory, włoski sos pomidorowy. Gdzie to jest? Lipa – stwierdził Książulo.
Mówi, że to może być pizza dla osób, które są fanami ciasta, bo jest ono całkiem dobre, ale dodatków na nim jest stanowczo za mało. Razem z ekipą zastanawiają się również nad tym, dlaczego pizza od Makłowicza nie jest okrągła, tylko wygląda jak pinsa. Ciasto jest jednak jak w pizzy, tylko kształt prostokątny. Chwyt marketingowy?
Czy naleśniki uratowały degustację?
Na koniec przyszedł czas na naleśniki. Na stół trafiła wytrawna i słodka wersja – pierwsza z kaszą gryczaną, twarogiem i suszonymi pomidorami, a druga – z jabłkami i twarogiem. Obydwa rodzaje Książulo podsmażył na maśle. Wytrawne naleśniki w ogóle nie wpasowały się w jego gust:
– To ciasto przypomina takiego gotowca z Lidla, a do tego to połączenie w farszu, które po prostu mi nie siedzi, powoduje to, że jestem na nie – stwierdził stanowczo.
Bartek Dziadura miał nieco cieplejsze odczucia, ponieważ danie od Makłowicza przypomniało mu naleśniki z kaszą gryczaną i twarogiem, które robiła jego mama. Chociaż stwierdził, że te są nieco za kwaśne, pewnie przez dodatek pomidorów, to i tak danie sprawiło mu przyjemność. Naleśniki z jabłkami i serem okazały się największym rozczarowaniem:
– Jakieś słone… Słone i kwaśne. Zero słodyczy z jabłka, zero słodyczy z ciasta. Jak na naleśniki na słodko, to w ogóle takie nie są. Trochę tego cukru z sosu koreańskiego powinni tutaj dać. Myślę, że odrobina cukru pudru na górę załatwiłaby sprawę. Ogólnie nie jestem chyba fanem połączenia jabłka i twarogu. Tak po prostu same w sobie są dla mnie za mało słodkie – ocenił influencer.
Po tej części degustacji było już jasne, że naleśniki nie poprawią końcowej oceny całej serii. Książulo narzekał przede wszystkim na brak wyrazistych smaków i niedopasowanie słodkiej wersji do oczekiwań, jakie zwykle budzą naleśniki z jabłkami. Jedynym jaśniejszym punktem pozostały wspomnienia Bartka Dziadury związane z domową kuchnią, ale nawet one nie wystarczyły, by uznać ten produkt za udany element kolekcji Makłowicza.
Dania od Makłowicza? Książulo składa deklarację
Po zakończeniu degustacji Książulo wystawił całej serii surową ocenę.
– Oczekiwałem dzisiaj naprawdę czegoś więcej. Oceniając całokształt, to uważam, że naprawdę jest słabo. Cieszę się, że – nie licząc pizzy – za te dania nie płacimy dużo. Jeśli miałbym wybrać najlepsze, to było to tagliatelle z klopsikami, ale tak szczerze: nie kupię ponownie nic z tej serii. I naprawdę wolę te naleśniki z samym serem albo z jabłkami z dyskontów – podsumował Książulo.
Wcześniej mówi, że zdarza mu się jeść takie gotowe dania i mrożoną pizzę. I chociaż te od Makłowicza nie są drogie, klient oczekuje czegoś więcej, zważając na ogólny prestiż krytyka kulinarnego. Oczywiście można w domu podrasować makaron, dodając ser i więcej pieprzu, ale ktoś mógłby pomyśleć, że skoro Makłowicz tak to skomponował, to powinno to być danie skończone. Pizza okazała się wyjątkowo nietrafiona, chociaż zapowiadała się apetycznie.