Podczas wieczornego spaceru po Sofii zobaczyłam budkę, wokół której toczyło się życie towarzyskie. Było dużo młodzieży, młodych dorosłych i wszyscy po kolei odbierali zamówienie, a później tłoczyli się na murku i rozmawiali, trzymając naleśniki w ręku. Postanowiłam sprawdzić, o co chodzi.
Sklepik Karolinka - wiejski spożywczak, który robi furorę
Bułgarski fast food na wyciągnięcie ręki
Okazało się, że to kultowy punkt z tradycyjnymi naleśnikami (bułg. Палачинките), który działa jak sprawnie naoliwiona maszyna. To klasyczny, uliczny fast food w najlepszym tego słowa znaczeniu – jedzenie przygotowywane szybko, od ręki, prosto na oczach czekających w ogonku klientów. Nie ma tu stolików ani wykwintnej obsługi. Cały urok tego miejsca polega na jego bezpretensjonalności. Turyści i lokalsi mieszają się w tłumie, a zapach smażonego ciasta przyciąga kolejne osoby szukające niedrogiej przekąski podczas zwiedzania stolicy.
Przetłumaczyłam menu w translatorze, bo o ile po angielsku uda się zamówić, o tyle menu jest w całości po bułgarsku. Wśród młodych królują dwie opcje: ser z dodatkami lub Nutella z dodatkami. Ja stawiam na szynkę i ser. Zerkając na gigantyczną tablicę, można dostać zawrotów głowy od kombinacji – bułgarscy studenci najchętniej zamawiają wersje ekstremalnie słodkie z bananami i herbatnikami albo mocno słone z topionym serem.
Pani wylewa porcję ciasta na rozgrzaną płytę, smaży naleśnik, dodaje starty ser, szynkę, zawija i wydaje na długiej papierowej tacce. Cały proces trwa dosłownie dwie minuty, a wprawa, z jaką obsługa obraca ogromne placki, robi wrażenie.
Tania kolacja w Bułgarii
Rozmiar naleśnika jest zdecydowanie słuszny, w polskiej nadmorskiej budce na pewno dopisaliby do nazwy wielkie, czerwone XXL. Płacę za to dokładnie 4 euro, czyli w złotówkach około 17 zł. Gorące, ser ciągnący - zapowiada się nieźle. Wyciągam jednak szynkę, bo jest paskudna. To najtańsza, mocno przetworzona mielonka, która całkowicie psuje końcowy efekt. Sam ser byłby lepszym wyborem. Kto nie ryzykuje, ten nie pije szampana, ale w tym przypadku lepiej uczyć się na moich błędach. Sycące, niedrogie i smaczne. Pewnie niektórzy stwierdzą, że w naleśniku z serem mało jest polotu, ale czy zawsze jedzenie na mieście musi być czymś wyszukanym?
Oczywiście Bułgaria to tarator, szopska sałatka i pachnące czubrycą mięsa z grilla, ale czasem można odejść od tradycji. I właśnie dlatego warto skusić się na to, co jedzą tutaj miejscowi, bo po ich śladach można odkryć całkiem niezłe, autentyczne miejsca. Nawet jeśli czasem trzeba będzie wyciągnąć ze środka tanią wędlinę, to właśnie takie uliczne doświadczenia najlepiej pokazują prawdziwy klimat miasta, którego nie znajdziemy w przewodnikach.