Pojawiają się na straganach. W maju to przysmak dla bogatych
Gdy po długich miesiącach zimy i kapryśnej wiosny wreszcie pojawiają się pierwsze, wyczekiwane zwiastuny ciepłych dni, wielu z nas na sam widok tych pyszności mocniej zabiją serca. Soczyste owoce i chrupiące strąki kuszą ze straganów. Niestety, szybki rzut oka na cenę potrafi skutecznie ostudzić ten entuzjazm.
Zarówno czereśnie, jak i fasolka szparagowa to dla Polaków symbole lata. Jednak wizyta na targu w połowie maja przypomina nam o prostej prawdzie: na prawdziwy, polski sezon musimy jeszcze trochę poczekać. Chociaż tęsknota za letnimi smakami jest ogromna, chwytanie za pierwsze zapakowane łubianki czy kartony wiąże się z koniecznością głębokiego sięgnięcia do kieszeni. Ceny pierwszych czereśni i żółtej fasolki szparagowej w maju to prawdziwy kosmos, który sprawia, że te popularne przysmaki stają się dobrem luksusowym.
Szparagowe roladki z szynką i serem w chrupiącej panierce. Lepsze niż schabowe
Skąd biorą się wysokie ceny na rynku?
W maju większość tych produktów na polskim rynku pochodzi z importu – m.in. z Hiszpanii, Grecji, Turcji czy Serbii. Koszty logistyki, transportu chłodniczego oraz marże hurtowników przy wciąż niedużych zamówieniach drastycznie podnoszą cenę. Widzimy to później na etykietach z cenami.
Jeśli na rynku pojawiają się pierwsze partie polskich warzyw lub owoców, nie pochodzą one z otwartego gruntu, a z ogrzewanych tuneli foliowych i szklarni. Koszty energii, gazu czy opału niezbędnego do utrzymania odpowiedniej temperatury są gigantyczne i bezpośrednio przekładają się na cenę za kilogram. Na dodatek kwiecień i maj to okres, w którym plantacje w całej Europie Środkowej zmagają się z falami kapryśnej pogody. Wiosenne przymrozki potrafią zniszczyć lwią część wczesnych kwiatów czereśni czy delikatnej fasolki.
Kiedy rusza sezon?
Dla wszystkich miłośników letnich smaków mamy jednak dobrą wiadomość: ta cenowa gorączka ma charakter przejściowy. Rynek warzyw i owoców opiera się oczywiście na sezonowości. Pierwszy, zauważalny spadek cen czereśni i fasolki nastąpi na przełomie maja i czerwca, kiedy do głosu zaczną dochodzić masowe dostawy z upraw tunelowych oraz regularny import na dużą skalę.
Powrotu do normalności doczekamy się jednak dopiero na przełomie czerwca i lipca. To właśnie wtedy rozpoczynają się zbiory z polskich upraw gruntowych. W szczycie sezonu, gdy krajowy produkt zaleje rynki hurtowe, ceny spadną nawet o kilkadziesiąt procent. To właśnie wtedy będziemy mogli cieszyć się smakiem lata bez konieczności nadwyrężania domowego budżetu.
Co jeść w maju i czerwcu?
Zamiast przepłacać za czereśnie czy fasolkę, warto skierować wzrok ku warzywom i owocom, dla których druga połowa maja i czerwiec to moment absolutnego, naturalnego rozkwitu. Druga połowa maja to czas, kiedy importowane owoce masowo ustępują miejsca polskim truskawkom z tuneli, a na początku czerwca rusza wielki sezon na słodkie truskawki gruntowe. To idealny moment na robienie pierwszych przetworów.
Maj i pierwsza połowa czerwca to szczyt krótkiego sezonu na polskie szparagi – zarówno zielone, jak i białe. Są teraz niezwykle jędrne, soczyste i nie wymagają obierania (szczególnie odmiany zielone). Druga połowa maja to także najlepszy czas na chłodniki i botwinki oraz wypieki z rabarbarem w roli głównej. Czerwiec to czas, kiedy polskie, gruntowe warzywa kapustne zalewają stragany.