Podróże potrafią skutecznie wydrylować portfel. Chociaż ciężko nie przeliczać cennika w zagranicznej walucie na złotówki, wyliczenia te nieraz przyprawiają o przyspieszone bicie serca. Przyjemną odmianą może być za to obiad w Kiszyniowie, stolicy Mołdawii. Nieoczywisty kierunek zaskoczy przystępnymi cenami, w szczególności, gdy wybierzemy miejsca, w których stołują się lokalsi.
WIDEORoladki wieprzowe z ogórkiem kiszonym. Poczuj się jak na obiedzie u mamy
Najpopularniejsza restauracja w Mołdawii
Andy's Pizza to najpopularniejsza i najszerzej dostępna sieć restauracji w Mołdawii. Działa głównie w Kiszyniowie i innych większych miastach. Znaleźć tam można kilka tradycyjnych dań kuchni mołdawskiej, takich jak placinta czy mamałyga, ale w menu króluje kuchnia międzynarodowa, z pizzą, pastą i burgerami. To właśnie ta część karty cieszy się największą popularnością wśród Mołdawian.
Jadają tam wszyscy – przy stolikach siedzi młodzież, młode mamy z wózkami i seniorzy. Jedni niespiesznie popijają chłodzone napoje, inni wpadają na śniadanie lub niedrogi obiad. Na miejscu kupić można także dania w wersji mrożonej, idealne do wypełnienia zamrażarki na kryzysowy dzień. Nie jest to kuchnia najwyższych lotów, ot proste i smaczne dania w naprawdę przystępnych cenach. To taki mołdawski odpowiednik popularnych sieciówek, który stał się wręcz bezpiecznym portem dla każdego, kto szuka przewidywalnej i dobrej jakości.
Zamawiam lazanię, dobieram do tego wiśniowy napój gazowany. Po angielsku porozumieć się tutaj trudno, menu jest w języku rumuńskim (to język urzędowy Mołdawii), ale przy daniach widnieją zdjęcia, a i posiłkować się można internetowymi tłumaczami. Kilka uśmiechów, dwa wskazania palcem i po niespełna 20 minutach na stole pojawia się słuszna porcja lazanii z mięsem i sosem pomidorowym. Jest gorąca, smaczna i sycąca. Może i nie jest przygotowywana na bazie długo gotowanego ragu z selerem naciowym i marchewką, ale zdecydowanie zasługuje na to, by uznać ją za naprawdę dobrą.
Na szczęście kelner słowo "card" rozumie bardzo dobrze i szybko przynosi mi terminal. Za danie główne oraz napój płacę 170 lei mołdawskich. Szybko przeliczam w głowie tę kwotę na złotówki. Wychodzi zaskakująco mało, więc odpalam internetowy przelicznik walut. I okazuje się, że nie myliłam się – za taki zestaw płacę niecałe 36 zł. W Polsce za podobny posiłek w centrum dużego miasta musiałabym zapłacić co najmniej 50-60 zł, czasem nie wliczając w to nawet napoju.
Ceny niższe niż w Polsce
Po długim spacerze ulicami Kiszyniowa przychodzi pora na deser. W jednej z uliczek trafiam na Amor Amar, kawiarnię w nowoczesnym wydaniu. Obsługa w firmowych koszulkach, z głośników płyną światowe hity, a w witrynkach kuszą piękne, estetyczne eklerki. Trafiam akurat na lokalny targ – na wieszakach wiszą ubrania, w kartonach czekają winyle, a tłumy młodych ludzi wymieniają się miejscami i zamawiają ulubione napoje.
Udaje mi się trafić na wolny stolik i zamawiam lemoniadę z aloesem oraz eklerkę ze słonym karmelem. Mimo dużego ruchu szybko dostaję zamówienie. Jest ładnie, instagramowo i tak smacznie, że zamówione ciasteczko opisuję w wiadomości do przyjaciółki jako jedno z najlepszych, jakie jadłam.
W opiniach Google pojawia się informacja, że miejsce jest dość drogie jak na mołdawskie standardy, więc z ciekawością czekam na rachunek. Za deserowy zestaw zapłacić muszę 148 lei mołdawskich, czyli niecałe 32 zł. Oceniając styl słodkości i klimat lokalu, stwierdzam bez wahania: w Trójmieście czy Warszawie musiałabym zapłacić przynajmniej kilkanaście złotych więcej.
Dlaczego Mołdawia jest tania?
Ceny w restauracjach w Kiszyniowie są niższe lub zbliżone do tych, których spodziewać się można w Polsce. Dla turystów to powód do radości, ale Mołdawianie nie mają za dużo powodów, żeby się z tego cieszyć. Lej mołdawski jest walutą stosunkowo słabą w stosunku do euro czy dolara, a sama Mołdawia od lat pozostaje jednym z biedniejszych krajów w Europie.
Niskie ceny w menu to bolesne odbicie niskich zarobków. Podczas gdy my cieszymy się z "taniego obiadu", przeciętny mieszkaniec Mołdawii musi za niego zapłacić znacznie większą część swojej miesięcznej pensji niż przeciętny Polak. Chociaż stolica tętni życiem, a nowoczesne kawiarnie wypełniają się młodymi ludźmi, to mołdawska prowincja wciąż walczy z biedą i masową emigracją zarobkową. Z jednej strony gościnność i jakość jedzenia zachwycają, z drugiej rachunek uświadamia nam, jak duży dystans ekonomiczny wciąż dzieli różne części naszego kontynentu.