Na targu we Włoszech kupiłam nietypową kiełbasę. W Polsce rzadko jadamy to mięso
Gdy Robert Makłowicz mówi, że gdzieś warto zrobić zakupy, grzech nie skorzystać. Tak trafiliśmy na Obstmarkt w Bolzano – plac targowy, który od 800 lat stanowi kulinarny pomost między alpejską północą a włoskim południem. Czy warto wydać 20 euro na dwa kawałki mięsa i przywieźć smaki Południowego Tyrolu do polskiej kuchni? Sprawdziłam to, idąc tropem najlepszych lokalnych produktów.
Nasza baza wypadowa znajdowała się powyżej miasta, w gospodarstwie Pfösslerhof. To miejsce zrzeszone w stowarzyszeniu Roter Hahn (Czerwony Kogut), co w Południowym Tyrolu gwarantuje bliskość natury, wspaniałe widoki i przepyszną lokalną kuchnię.
Pfösslerhof był idealną bazą wypadową – rano zajadaliśmy się świeżym pieczywem, domowym speckiem, serem i owocami z ogrodu, a pół godziny później byliśmy już w samym centrum Bolzano, by sprawdzić miejsce, które Robert Makłowicz polecał w jednym z odcinków swojego programu na YouTube.
WIDEODomowe ciasteczka tiramisu. Ten przepis stanie się hitem w każdym domu
Kultowy Obstmarkt w Bolzano. Tu kupują lokalsi
Piazza delle Erbe, czyli plac Ziołowy (znany też jako Obstmarkt), to serce miasta, w którym język niemiecki miesza się z włoskim tak naturalnie, jak zapach dojrzewających serów z aromatem świeżych ziół. To nie jest skansen dla turystów – przy stoiskach spotkaliśmy mieszkańców, którzy żywo dyskutowali ze sprzedawcami, wybierając składniki na obiad. Atmosfera jest bardzo życzliwa i swobodna. Niemal na każdym kroku byliśmy częstowani kawałkami serów, plasterkami wędlin czy lokalnymi trunkami. To tutaj, między stoiskami pełnymi przypraw i suszonych pomidorów, zdecydowaliśmy się na zakupy, które miały stać się gwiazdą naszej domowej deski wędlin. Ale o tym za chwilę.
Od smardzów po grappę
Spacerując między alejkami, trudno było przejść obojętnie obok stoisk z grzybami. Suszone borowiki (Steinpilze) wypełniają tu wielkie worki, ale to smardze (Morcheln/Spugnole) przyciągają wzrok swoją unikalną strukturą. Obok nich pyszniły się Finferli, czyli kurki, oraz aromatyczne trufle. Targ to także raj dla poszukiwaczy alkoholi – nie oparliśmy się butelce limoncello oraz lokalnej grappie, która w tym regionie często powstaje na bazie tyrolskich jabłek lub gruszek. Wybór uzupełniły suszone i kandyzowane owoce, od intensywnie czerwonych truskawek po egzotyczne mango, które sprzedawcy sypali nam hojnie do spróbowania.
Salami z jelenia i schab w ziołach
Jednak naszą największą uwagę przykuły stoiska z lokalnymi serami i wędlinami. Południowy Tyrol to region, w którym sztuka konserwacji mięsa opiera się na unikalnym połączeniu: północnej tradycji wędzenia dymem i południowej metody suszenia na świeżym, alpejskim powietrzu.
Niekwestionowanym królem jest tu Speck Alto Adige IGP – lekko podwędzany dymem z drewna bukowego i dojrzewający przez co najmniej 22 tygodnie. Tuż obok niego pysznią się Kaminwurz, czyli twarde, wędzone kiełbaski z wieprzowiny i wołowiny, tradycyjnie zabierane przez Tyrolczyków na górskie szlaki. Mieliśmy okazję spróbować tych wędlin, podczas naszego pobytu na farmie. Prawdziwa gratka dla mięsożerców!
Jednak lokalni rzeźnicy idą o krok dalej i oprócz klasycznych wyrobów oferują także wędliny z dziczyzny oraz szlachetne kawałki wieprzowiny dojrzewające w autorskich mieszankach ziół. Sprzedawca zachęcił nas do spróbowania salami z dodatkiem mięsa jelenia.
Za dwa produkty od lokalnej firmy zapłaciliśmy 20,50 euro. Nie jest to mało, ale jakość zdecydowanie broni tej ceny. Salami z jelenia to propozycja dla osób, które lubią wyraziste wędliny. Smak dziczyzny jest wyraźnie wyczuwalny, a całość doprawiono dość oszczędnie – na pierwszy plan wybija się sól i delikatna nuta jałowca. Salami nie jest tłuste ani miękkie, raczej zwarte i mięsiste, dlatego najlepiej kroić je bardzo cienko.
Drugim wyborem był Bergkräuterstückl, czyli schab w górskich ziołach. To zupełnie inny typ wędliny. Mięso jest delikatniejsze i bardziej kruche, a z zewnątrz pokrywa je gruba warstwa suszonych ziół. W smaku schab jest łagodny, lekko słony i wyraźnie ziołowy. Przyprawy nie dominują, ale nadają mu charakterystyczny, górski aromat. Największe wrażenie robi jednak konsystencja – mimo obaw, bo nie mamy w domu specjalnej krajalnicy, schab bez problemu dało się pokroić ostrym nożem na cieniutkie plasterki. To rodzaj wędliny, który równie dobrze smakuje sam, jak i podany z dobrym chlebem, serem czy kieliszkiem wina.
Praktyczny wymiar kulinarnych pamiątek
Największym plusem zakupów w Bolzano jest ich trwałość. Zarówno salami, jak i schab były zapakowane próżniowo. Ponieważ są to produkty dojrzewające, nie wymagają one lodówki podczas transportu. Bez problemu przywieźliśmy je do domu, gdzie stały się idealnym pretekstem do zaproszenia znajomych na domówkę. Taka deska wędlin, uzupełniona o kupione na targu sery i suszone owoce, to najlepszy sposób, by na chwilę wrócić wspomnieniami do Południowego Tyrolu. Czy warto? Jeśli szukacie smaku, którego nie da się kupić w polskim markecie – zdecydowanie tak.
Niezależna opinia redakcji. Materiał powstał podczas wyjazdu organizowanego przez Roter Hahn